Naturalna selekcja

Tak zmarł, tam zmarł.
Tam zmarł.

Zacznę od tego: przepraszam za mil­cze­nie. Ale na tyle moc­no zaan­gażowałem się w Zabrza­ńskie Klasy­ki Nocą, że pożer­a­ją mi więk­szość cza­su. Następ­na edy­c­ja 15 listopa­da, zapraszam!

A wraca­jąc: na Dro­gowej Trasie Śred­ni­cowej zginął wczo­raj młody człowiek, którzy prze­b­ie­gał przez jezd­nię, w kom­plet­nie nieoświ­et­lonym miejs­cu, w miejs­cu, w którym nie miał prawa się pojaw­ić. Zginął, bo kierow­ca auta go po pros­tu nie zauważył. Prak­ty­cznie od razu wyrosło sta­do wirtu­al­nych świeczek, które jest gęst­sze niż to w ramach Wszys­t­kich Świę­tych.

A ja twierdzę, że ma to, na co zasłużył.

Jeśli ktoś jest na tyle oga­r­nię­ty życiowo, że prze­b­ie­ga w nieoświ­et­lonym miejs­cu przez praw­ie-autostradę, która ma po trzy pasy w każdym kierunku, a pręd­kość wylim­i­towano dopiero na 100 km/h, to zaczy­na do mnie docier­ać, że nie zasługu­je na życie.

Każdy z nas popeł­ni­ał młodociane błędy, robił głupo­ty, częs­to ryzyku­jąc życie. Cho­ci­aż­by sta­jąc na para­pecie na pią­tym piętrze. Cho­ci­aż­by zjeżdża­jąc na row­erze z najbardziej stromej gór­ki. Cho­ci­aż­by wsi­ada­jąc codzi­en­nie do auta. Ryzyko jest wkalku­lowane, moż­na nie wró­cić.

Spec­jal­iś­ci od sportów ekstremal­nych robią to na co dzień: skacząc najwyżej, przez pociąg, prze­chodząc po lin­ie rozpiętej pomiędzy dra­pacza­mi chmur, trzys­ta metrów nad ziemią. Każdy z nich jest jed­nak pro­fesjon­al­istą, dba­ją­cym do ostat­niej chwili o bez­pieczeńst­wo. Zabez­piecza­ją się, ubier­a­ją zbro­je czy kas­ki. Wiedzą, że to za mało. Ale mimo tego min­i­mal­izu­ją ryzyko.

A jak nazwać kogoś, kto z lenist­wa prze­b­ie­ga przez nieoświ­et­loną drogę szy­bkiego ruchu? Do prze­jś­cia pod śred­nicówką miał 500 metrów. Do wiaduk­tu nad nią – tyle samo. Poszedł jed­nak środ­kiem, wpada­jąc wprost pod samochód.

Wielu debili w przeszłoś­ci zginęło, bo było zbyt wol­nych, aby uciec przed drapieżnikiem. Kole­jni byli zbyt głupi, by pchać się wprost pod piki wrogów. Jeszcze inni umier­ali, bo też chcieli urwać kabel od inter­ne­ta. To się nazy­wa nat­u­ral­na selekc­ja. I jestem jej wielkim zwolen­nikiem.

  • Wyz­na­ję tą samą zasadę. Kiedyś żeby przetr­wać trze­ba było albo szy­bko bie­gać albo nie pchać się do gawry misia, dziś przeży­je ten kto na motorze ma kask, albo nie pcha się pod auto jak­by miał dupę ze stali.
    Ot cała praw­da.