Hyundai i10 1.1. (67–69KM): wymiana oleju

Taki dziwaczny ten silnik. Jakby sam filtr powietrza.
Taki dzi­waczny ten sil­nik. Jak­by sam fil­tr powi­etrza.

Kiedy kil­ka tygod­ni temu wymieni­ałem w Wołowinie olej, przyszedł do mnie sąsi­ad-garażow­icz i zaczął swój kole­jny wykład na tem­at mojego pode­jś­cia do samo­chodów. — Maszynista, bo ty, kur­wa, za bard­zo się starasz, kur­wa! Auto, kur­wa, ma jeźdz­ić, kur­wa, a nie stać, kur­wa cią­gle w warszta­cie. Jak z babą: jak coś stu­ka, jak coś puka, to kiedyś przes­tanie! — opowia­da. I doda­je: — Bo ja, kur­wa, się już nigdy z ole­jem pier­dolić nie BEDE! Ostat­nio, Maszynista, kur­wa, pojechałem wymienić, bo już lat­ka. I słuchaj! Za 150 zło­tych mi to zro­bili! Olej, fil­tr i wymi­ana gratis! No to co ja sam się pier­dolić BEDE?! — pyta. Nie pozostało mi nic, a przy­taknąć. Spy­tałem tylko ile to trwało. — No z dziesięć min­ut BEDZIE – odpowia­da. A ile kilo­metrów najechane, pytam? — A z 200 już.

Więc poprosiłem go, aby sprawdz­ił ten nowy olej w swoim sil­niku i powiedzi­ał mi jaką ma bar­wę. Przyszedł trzy dni później, mówi, że czarny ma olej. I że to dobrze, bo znaczy olej pracu­je.

Wychowałem sobie pot­wo­ra. Kandy­dat­ka Na Moją Żonę ma piekiel­nie dobry słuch i jeszcze lep­szą pamięć. Kiedy powiedzi­ałem jej w grud­niu, przy ostat­niej wymi­an­ie ole­ju, żeby pamię­tała o prze­biegu przy kole­jnej, to z tysięcznym zapasem zaczęła mi wier­cić dzi­urę w brzuchu, abym się tym zajął. Co było robić, trza było zmieni­ać.

I10 z sil­nikiem 1.1 to przykład auta, w którym ta pod­sta­wowa czyn­ność ser­wisowa jest banal­nie pros­ta. Wystar­czą nam tak naprawdę dwa narzędzia – klucz rozmi­ar 17 i klucz do fil­tra ole­ju (na zdję­ciu z opaską met­alową). Może się przy­dać młotek gumowy do polu­zowa­nia nakręt­ki, acz w tym przy­pad­ku się obeszło.

Profi narządka.
Profi narząd­ka.

Zaczy­namy od zagrza­nia sil­ni­ka (parę kilo­metrów trze­ba nakrę­cić) i wjaz­du na kanał lub na najazdy. W drugim przy­pad­ku nie zapom­ni­j­cie wkopać koł­ki za tylne koła, bo nie ma nic ciekawszego, niż przyg­niece­nie miską ole­jową idziesiąt­ki. Mądre książ­ki mówią też, że win­niśmy odpiąć aku­mu­la­tor. Po co? Po to, by żaden gamoń nie zapal­ił sil­ni­ka ze spuszc­zonym ole­jem. Jeśli lim­it durniów w okoli­cach się wycz­er­pał (czyli mieszka­cie w środ­ku szwedzkiego lasu), moż­na olać. Moż­na też olać i bez tego, a potem chwal­ić się najbardziej hero­iczną wymi­aną ole­ju w his­torii – wbrew wszelkim prze­ci­wnoś­ciom losu.

Po tym radzę odkrę­cić korek wlewu ole­ju i wyjąć bag­net. Praw­dopodob­nie nie ma to żad­nego znaczenia, ale ja wiernie sobie wmaw­iam, że dzię­ki temu zaniechu­ję pow­sta­nia pod­ciśnienia w sil­niku przy wycieka­niu ole­ju.

Dziury.
Dzi­ury.

Bierze­my miskę lub inny zaim­prow­iz­owany zbiornik na przepra­cow­any olej (bo podob­no szkodzi stokrotkom, które później rosły­by czarne; a mówili, że ole­je się z zie­mi wydoby­wa) i pod­suwamy pod korek spus­towy.

A potem przy uży­ciu klucza odkrę­camy nakrętkę i pozwalamy wypłynąć całej cieczy! Wymień fil­tr powi­etrza, zapal fajkę, wymień fil­tr ole­ju, zapal kole­jną fajkę, ale daj mu spoko­jnie wyka­pać.

Kap, kap, płyną łzy. W oleju plamach ja i ty.
Kap, kap, płyną łzy. W ole­ju pla­mach ja i ty.

A sko­ro o fil­trze ole­ju mowa, to trze­ba przyz­nać, że jest ide­al­nie umieszc­zony – z przo­du, łat­wo dostęp­ny od dołu. Jedy­na trud­ność, to blisko umieszc­zone mocow­anie korek­to­ra wyde­chowego. Z reguły jest gorące, więc łat­wo zała­pać garażową opal­eniznę.

WIlgotny z oleju, bo baran. Zdjęcie zrobiłem dopiero, kiedy już go poluzowałem.
WIlgo­t­ny z ole­ju, bo baran. Zdję­cie zro­biłem dopiero, kiedy już go polu­zowałem.

Odkrę­camy stary fil­tr, pod­staw­ia­jąc kole­jny zbiornik na olej, opróż­ni­amy go z resztek środ­ka smarnego i odkładamy na bok. A potem mon­tu­je­my nowy fil­tr. Nim jed­nak to zro­bimy, musimy świeżym ole­jem natrzeć gumową uszczelkę na nim. Dzi­ała to dwo­jako: po pier­wsze zmiękcza samą gumę, dzię­ki czemu jest potem szczel­niejsza. Po drugie min­i­mal­izu­je tar­cze przy przykrę­ca­niu fil­tra, co też… min­i­mal­izu­je szan­sę na uszkodzenia.

Czerwone było szybsze.
Czer­wone było szyb­sze.

Resz­ta jest pros­ta: zakrę­camy spust ole­ju i – jeśli pracu­je­my na najaz­dach – na wyłąc­zonym sil­niku opuszcza­my auto. Potem należy zalać świeżego ole­ju – do i10 do stanu wchodzi 2,5 litra. I tyle zale­cam klasy­cznego shel­la 5w40, który idzie na pier­wszy mon­taż w hyundaiu.

Tak wlewamy! O tak!
Tak wle­wamy! O tak!

Po drodze sprawdza­my bag­netem poziom ole­ju, przy okazji zapala­jąc go po zala­niu na chwilę, aby pom­pa ole­ju nabiła go do fil­tra. Przyglą­damy się przy okazji czy zgasła kon­trol­ka ciśnienia ole­ju. I tyle robo­ty. Jak w każdym innym aucie.

Et'włala.
Et’włala.

A co zro­bić ze starym ole­jem? Pewnie jeszcze wrócę do tego tem­atu. 😉