Hyundai Getz niby

getz01

Od kilku dni pod blok­iem stoi mi hyundai getz. Lubię hyundaie, a i10 wygry­wa w mojej kat­e­gorii taniego, miejskiego wozidła. W zasadzie ma tylko jeden minus — w pod­staw­ie (bo nie wiem jak wyglą­da to w wyższych wer­s­jach) nie ma… inter­wału wycier­aczek. Nie ma bardziej wkur­wia­jącego niewyposaże­nia w samo­chodzie miejskim. Człowiek jest skazany albo do ciągłego się­ga­nia do manet­ki (co wkurza zwłaszcza w korkach), albo do bycia skazanym na zapieprza­jące po szy­bie pióra. I zawsze piszczące, bo wóz rodz­iców Kandy­dat­ki Na Moją Żonę miał już chy­ba ze cztery zestawy wycier­aczek różnych pro­du­cen­tów i każde piszcza­ły aż dys­ki w krę­gosłupie wpada­ją w wibrac­je. To auto ma jeszcze jeden fea­ture: kiedy jedzie się nim na myjnię automaty­czną, to ryzyko uszkodzenia tyl­nej wycier­acz­ki od szc­zotek jest porówny­walne do trud­noś­ci trafienia do kloze­tu w trak­cie poran­nego sika­nia.

Wróćmy jed­nak do get­za.

Przed chwilą byłem na spac­erze z psem. Zielonkawy wózek na zakupy w zasadzie niczym się nie wyróż­nia, prócz czarnych koł­paków. Ale jak­by mu się tak dobrze przyjrzeć, to wystar­czy założyć o rozmi­ar lub dwa więk­sze fel­gi, opuś­cić wóz o parę cen­tymetrów i auto sta­je się jakoś dzi­wnie koza­ck­ie. Taki wiz­ual­ny sleep­er, bo i tak spod świateł nie pojedzie. Niby mały, przy­jem­ny wózek, a jed­nak naprawdę robi robotę.

Minus tego jest jed­nak jeden: ktoś, kto zde­cy­du­je się na taką ingerencję, od razu obklei też auto nakle­jka­mi, które opowiada­ją jaka nagro­da czeka damy za okazanie bius­tu lub wskaże z właś­ci­ciela­mi których marek samo­chodów właś­ci­ciel lubu­je się spółkować.

I wtedy zawsze mi się przy­pom­i­na ten tekst.