Czy pod tarcze hamulcowe kłaść smar? Małe know-how o smarze miedzianym

Piasta. Czyścimy ją najdokładniej, jak możliwe. Może przydać się szczotka druciana, a nawet specjalna końcówka z nią na wiertarce.
Pias­ta. Tym razem z hyunda­ia i10

Wczo­raj musi­ałem wymienić tylne tar­cze i kloc­ki w Wołowinie. Mikody  zamon­towane przed dwoma laty szlag trafił, prawa zaczęła bić tak, że instruk­tor­ki twerkingu mogły­by brać z niej inspirację. Nie nawal­iła jed­nak sama Miko­da, a zacisk. Ten latem się zapiekł i nim zauważyłem, że coś jest nie tak, zdążył prze­grzać tar­czę.

W sum­ie bicie ujaw­ni­ało się tylko przy więk­szych pręd­koś­ci­ach. W miejskiej jeździe od cza­su do cza­su było coś sły­chać. Ścięło jed­nak solid­nie zewnętrzny klo­cek, więc trze­ba było wymienić zestaw.

Gmer­a­jąc sobie przy hamul­cach, przy­pom­ni­ała mi się ostat­nia dyskus­ja na fanpage’u Blo­go­mo­tive  o smarowa­niu i nies­marowa­niu piasty przed zakładaniem tar­czy. I trzącha­jąc spre­jem z miedz­ią postanow­iłem podzielić się swoim know-how i doświad­cze­niem.

Ja w ogóle to wywodzę się z tej trochę starszej szkoły mechaników, a w zasadzie o nią zahaczam. Takie mniej kom­put­erowe kli­maty, a bardziej warsz­ta­towo-piweczkowe. W każdym razie kiedy zbier­ałem pier­wsze mechan­iczne szli­fy, tłuc­zono mi do głowy, żeby piast zawsze ide­al­nie wyczyś­cić.

I do tej pory jest to tem­at bezs­porny. Każdy ser­wis, warsz­tat, mechanik i pro­du­cent nie tylko zale­ca, ale i nakazu­je przy każdym zdję­ciu tar­czy hamul­cowej dokład­nie wyczyś­cić piastę na punkcie jej styku z tar­czą. W przy­pad­ku zakłada­nia starej tar­czy – jeśli robo­ty doty­czą czegoś innego – trze­ba też dokład­nie wyczyś­cić i odtłuś­cić wewnętrzną stronę głowy tar­czy.

Najlep­szą metodą jest odd­zi­ały­wanie mechan­iczne – wier­tar­ka z miedzianą (o iro­nio!) szc­zotką albo, od biedy, szc­zot­ka stalowa w ręce. Później wszys­tko trze­ba w miarę możli­woś­ci oczyś­cić z odpad­ków i odtłuś­cić.

Jeśli tego zanied­bany, narażamy się przede wszys­tkim na bicie tar­cz spowodowaną nierównym, niesym­e­trycznym ułoże­niem wobec osi koła. W lże­jszych przy­pad­kach wyczuwalne będzie tylko przy hamowa­niu, w cięższych – także w trak­cie jazdy. W skra­jnych przy­pad­kach zaczną sypać się łożys­ka, ele­men­ty zaw­ieszenia koła, a nawet uszkod­zony może zostać zacisk. A wszys­tko, bo szc­zot­ka dru­ciana leżała za daleko.

Pytanie rodzi się jed­nak w chwili trzy­ma­nia tar­czy w ręku: pos­marować toto czy nie?

 

Smarowanie chrono­log­iczne
W dawnych cza­sach, kiedy układy hamul­cowe w osobówkach w głównej mierze wciąż opier­ały się na zestaw­ie tar­cze-bęb­ne, a nawet bęb­ny-bęb­ny, mate­ri­ały były tak liche i podatne na korozję, że tar­cza kleiła się do piasty jak guma do życia do włosów (pole­cam zam­rażal­nik, chy­ba, że nie nosi­cie peru­ki).

W każdym razie wtedy każdy smarował powierzch­nię styku jakimkol­wiek smarem, jakim tylko dys­ponował. Nad­mi­ar z reguły się wytapi­ał, ale częs­to zostawała jego cie­ni­ut­ka warst­wa, który izolował dwie – mimo wszys­tko – koro­du­jące powierzch­nie na tyle, by ich późniejsze rozłączanie wyma­gało jedynie młot­ka, a nie naci­na­nia głowy tar­czy.

Meto­da została na długie lata, zmieniły się tylko mate­ri­ały. Z biegiem cza­su w ostat­nich kilku­nas­tu lat­ach na dobre zado­mow­iła się pas­ta miedziana (zwana również smarem miedziowym lub miedzianym), a ter­az – nowoczesne środ­ki. O tym, czym jest pop­u­lar­na pas­ta miedziana, nieco niżej. O nowoczes­nych środ­kach – jeszcze niżej.

Pastę moż­na było kłaść niezwyk­le cienko i gład­ko, a jej właś­ci­woś­ci skutecznie ułatwiały następ­ną wymi­anę tar­cz. Spo­rady­cznie jed­nak pojaw­iały się infor­ma­c­je o tym, że do mimo wszys­tko dochodz­iło do zapieka­nia tar­cz na pieś­cie. Z reguły jed­nak – przez syf, który zebrał się na wycieka­ją­cym nad­mi­arze smaru i który trzy­mał wilgoć.

Ostat­nio dotarły do mnie słuchy o tym, że na ofic­jal­nych szkole­ni­ach dla mechaników fir­ma ATE kat­e­go­rycznie zabra­nia izolowa­nia powierzch­ni głowy tar­czy i piasty jakimkol­wiek środ­kiem smarnym. Argu­men­tu­jąc właśnie ten­denc­ja­mi do zapieka­nia.

I o ile ATE lubię i szanu­ję, zajeźdz­iłem kil­ka ich kom­pletów klock­ów (choć z przo­du na naci­nanych tar­czach w Wołowinie cerami­zowane wytrzy­mały 30k km, a zwykłe… niecałe 18k km i zeżarły tar­cze), założyłem innym parę ich pro­duk­tów i nigdy nie miałem z tym prob­lemów czy rekla­macji, o tyle ter­az aż mnie skrę­ca.

Bo miałem kiedyś mazdę, w której zapiec­zoną do piasty tar­cze naparza­łem przez pół godziny trzyk­ilo­wym młotkim, mod­ląc się tylko, by nie padły łożys­ka. Zdarzyło się mi również zgiąć na fordzie ścią­gacz do tar­cz i zużyć później – by osiągnąć skutek – chy­ba z pięć tar­cz na kątów­ce, aby wresz­cie udało się je zdjąć.

A od kiedy smaru­ję piasty miedz­ią (z głową, cienko!), nigdy nie miałem prob­lemów z późniejszych ich zdję­ciem czy biciem lub inny­mi prob­le­ma­mi eksploat­a­cyjny­mi.

 

Czym jest smar miedziowy?
Najkrócej rzecz ujmu­jąc smar miedziany to drobiny miedzy (naprawdę różne u różnych pro­du­cen­tów) połąc­zone w bazie smaru nieto­pli­wego, najczęś­ciej pochod­nej smaru grafi­towego.
W prze­myśle uży­wany jest w miejs­cach, które wyma­ga­ją smarowa­nia pomi­mo wysok­iego ryzy­ka zatar­ciem, a co za tym idzie — wysoką tem­per­aturą. Smar miedziany wytrzy­mu­je tem­per­aturę nawet 1100 stop­ni.

Wszys­tko dzię­ki pod­sta­wowej właś­ci­woś­ci miedzy, która pole­ga na wysok­iej prze­wodli­woś­ci tem­per­atur­owej. Przy okazji miedź ogranicza utle­ni­an­ie się warstw stali, alu­mini­um i stopów, dzię­ki czemu wyjątkowo ogranic­zone jest zjawisko np. korozji.

Przy okazji miedź oczy­wiś­cie ma świetne właś­ci­woś­ci prze­wodzące prąd, więc częs­to uży­wany jest przy zara­bi­a­n­iu końcówek na kablach narażonych na wodę, kwasy czy brud.

Pod­sta­wowym minusem smaru miedzianego jest jed­nak to, że ma ogromne właś­ci­woś­ci wyłapy­wa­nia drob­ne­go brudu. Więc w sytu­acji, gdzie jest go po pros­tu dużo, dużo też jest na przykład pyłu ze zdar­tych klock­ów hamul­cowych. Nada­je się jed­nak ide­al­nie tam, gdzie panu­je wyso­ka tem­per­atu­ra, częs­to różne mate­ri­ały, a syfu jest jed­nak mniej – na przykład połączenia gwin­towane świec żarowych.

 

Czym zastąpić?
Być może smar miedziowy nie jest ide­al­nym środ­kiem, ale ma jed­ną pod­sta­wową zaletę: jest prak­ty­cznie ogóln­o­dostęp­ny. I naprawdę w swo­jej właś­ci­woś­ci skuteczny.

ATE zale­ca jed­nak pokry­wać piastę ole­jem w aero­zolu. Zas­tanaw­iam się jed­nak po co, wszak ów olej od tem­per­atu­ry naty­ch­mi­ast odparu­je. Inni pro­du­cen­ci – jeśli w ogóle o tym wspom­i­na­ją – zale­ca­ją nakładanie tar­cz żywe-na-żywe, bez żad­nego izo­la­to­ra.

Nie chcę być w tej spraw­ie wyrocznią, bo jed­nak może pro­du­cen­ci mają rację? Empirycznie zaprzeczam. Ale…

W każdym jed­nak razie smar miedziany częs­to uży­wany jest również do pokry­wa­nia powierzch­ni styku klock­ów z jarzmem zacisku. Częs­to pokry­wa się nim też tyl­ną ściankę klock­ów, by zmin­i­mal­i­zować wpadanie kloc­ka w drga­nia, a co za tym idzie – piszcze­nie. Tu o wiele bardziej jest jed­nak narażony na zbier­a­ją­cy się brud, więc wyma­ga reg­u­larnej kon­troli i ewen­tu­al­nej wymi­any.

W obu przy­pad­kach moż­na zas­tosować o wiele nowocześniejsze środ­ki, które w zasadzie są wysokotem­per­atur­owy­mi żela­mi. Mają właś­ci­woś­ci smarne – więc pozwala­ją pra­cow­ać klock­om w jarzmie – a jed­nocześnie nie wych­wytu­ją tyle brudu.

ATE ofer­u­je swój Plas­tilube, Tex­tar ceram­iczny Cer­atec (mam z nim doświad­czenia, fak­ty­cznie spry­t­na rzecz), Bosch prezen­tu­je Super­fit, TRW Brake Grease. Swo­je pro­duk­ty ma też Liqui Moly, K2, kleen-flo czy APP. I pewnie dziesiąt­ki innych pro­du­cen­tów, o których zapom­ni­ałem.

 

Tak naprawdę nic jed­nak nie zastąpi… dba­nia o hamulce. Naprawdę choć raz do roku (a najlepiej dwa razy) win­no się zrzu­cić koło, zdjąć zacisk, wyjąć kloc­ki, oczyś­cić je i nas­marować. Przy okazji moż­na sprawdz­ić tule­je prowadzące zacisk, również przes­marować, pomacać wszys­tkie ele­men­ty, ocenić zuży­cie i… poskładać, jeżdżąc dalej.

  • Wystar­cza pod­sta­wowe narzedzia, smar w spre­ju i pare godzin cza­su, by samodziel­nie wymienic kloc­ki i tar­cze hamul­cowe. Moz­na dzie­ki temu zaoszczedz­ic oko­lo 150 zl

    • MP

      No chy­ba, że tak jak autorowi lub mnie zapiekła się ta nieszczęs­na tar­cza. Przy drugim razie darowałem sobie wale­nie młotem — szko­da łożys­ka a i tak nic to nie da. Zosta­je tar­cza do cię­cia i brzeszc­zo­ty a rob­o­ta jest już mniej przy­jem­na.

    • Ale ja prze­cież nigdy temu nie zaprzecza­łem. Mało tego, pokaza­łem to nawet na WOZIM. Tylko co z tego, sko­ro cza­sem bied­ne­mu wia­tr w oczy i coś się zat­nie? 😉